Kardynał Joseph Ratzinger podczas seminarium studyjnego "Ruchy kościelne i nowe wspólnoty w zasięgu pasterskiej troski biskupów"

16/06/1999

 

 

Arcybiskup Stanisław Ryłko, Sekretarz Papieskiej Rady do Spraw Świeckich

Eminencjo, kiedy czytamy to, co Ksiądz Kardynał pisze na temat ruchów, odnosimy wrażenie, że stoi za tym osobiste doświadczenie autora. Ksiądz Kardynał posiada na ten temat nie tylko wiedzę teoretyczną, lecz także praktyczną. Czy mógłby Ksiądz Kardynał powiedzieć nam coś o swoim osobistym doświadczeniu spotkania z ruchami kościelnymi: w jakich okolicznościach je poznał, co go najbardziej uderzyło w tych nowych wspólnotach, na czym połega nowość, o której tyle się mówi?

Kard. Ratzinger

Muszę najpierw przeprosić za to, że z powodu moich licznych obowiązków nie mogłem przygotować konferencji. Prawdą jednak pozostaje, i mówię to na podstawie doświadczenia, że bezpośredni dialog często ułatwia porozumienie i pozwala uczyć się również temu, kto miałby wygłosić wykład. Dialog przecież nie jest działaniem jednokierunkowym, w którym jedna osoba tylko zadaje pytania, a druga odpowiada; bo odpowiadając, uczymy się, a formułując pytania, jakoś też pouczamy. Dziękuję więc za tę możliwość naszego dialogu.

Cieszę się, że po zeszłorocznym spotkaniu z ruchami odbywa się obecnie spotkanie pasterzy; ostatecznie bowiem, jak to starałem się wykazać w mojej konferencji sprzed roku, to właśnie pasterze są zobowiązani zapewniać eklezjalny charakter ruchów. Pasterze to nie tylko osoby piastujące pewien urząd, ale to charyzmatycy, odpowiedzialni za otwarcie się Kościoła na działanie Ducha Świętego. My, biskupi, zostaliśmy namaszczeni Duchem Świętym w sakramencie święceń, który nam gwarantuje tę otwartość na dary Ducha Bożego.

Aby odpowiedzieć na zadane mi pytanie, myślę, że około połowy lat sześćdziesiątych miały miejsce moje pierwsze spotkania z ruchami, które pojawiły się w Kościele po Soborze. Były to trzy główne ruchy, jakie mogłem wtedy poznać. Pierwsze spotkanie odbyło się chyba z Drogą Neokatechumenalną. Byłem profesorem w Tybindze, kiedy przyszło do mnie kilku neokatechumenów, wśród nich Toni Sandri, który potem przez szereg lat był moim studentem, a obecnie pracuje w Monachium. Tych młodych ludzi olśniewało odkrycie, że Kościół potrzebuje nowego katechumenatu pochrzcielnego, który na wspólnie przemierzanej drodze umożliwiałby wprowadzenie chrztu w życie osobiste i wspólnotowe. Sam, rozmyślając nad chrztem, już od pewnego czasu zdałem sobie sprawę, że sakrament ten jest w Kościele jakby zapomniany, a przecież to fundament naszego chrześcijańskiego życia. Zwłaszcza studiując Ojców, zrozumiałem, że sakrament urzeczywistnia się na drodze inicjacji i dlatego byłem szczęśliwy, że zostało w Kościele zapoczątkowane to doświadczenie. Odkrycie, jakiego dokonali uczestnicy Drogi Neokatechumenalnej, polegało na tym, że chociaż zostaliśmy ochrzczeni jako dzieci, musimy wchodzić w rzeczywistość naszego chrztu, musimy przez całe życie, naturalnie kolejnymi etapami, przeżywać tę inicjację w komunii z Chrystusem i Kościołem. Byłem więc szczęśliwy, że oto otwierała się droga odnowy tego podstawowego doświadczenia Kościoła, i to w tym momencie, w którym rodzina i szkoła nie były już tak, jak w przeszłości, wspólnotami wtajemniczenia w wiarę oraz komunię z Chrystusem w Kościele.

(…)

Myślę, że trójczłonowy podział na kapłanów, zakonników i świeckich jest podstawowy: wynika on z samej struktury Kościoła i dlatego utrzyma się także w przyszłości. Wydaje się jednak, że po Soborze Watykańskim II bardziej rozwinęła się więź między tymi trzema stanami w tym sensie, że powstały nowe formy komunikacji i współpracy między różnymi powołaniami. Widzimy, jak we wszystkich wielkich ruchach rozwijają się trzy sektory. Pomyślmy o fokolarynach, czy o Drodze Neokatechumenalnej: w ruchach tych rodzą się powołania kapłańskie i stąd także biorą się nowe formy przynależności do życia kapłańskiego; powstają nowe odgałęzienia wspólnot życia zakonnego i życia konsekrowanego, doniosłe jest również zaangażowanie osób świeckich.

(…)

Chciałbym również ustosunkować się do uwagi Księdza Kardynała, że i w ruchach w sposób nieunikniony dochodzi do pewnego zbiurokratyzowania, a przynajmniej do zinstytucjonalizowania. W rzeczy samej, mamy tu do czynienia z ewolucją zauważalną w ciągu całej historii, począwszy od epoki monastycznej. Zjawisko, które rozpoczyna się jako ruch wolny od struktur prawnych, musi być następnie poddane i zostaje poddane jakimś regułom, a tym samym znajduje własny status prawny w Kościele. To samo dzieje się w wielkich ruchach XIII wieku, zwłaszcza w nurcie franciszkańskim, którego celem było po prostu rozbudzenie ludu Bożego, a który potem, jakby wbrew woli św. Franciszka, musiał znaleźć również formy prawne. Coś podobnego odbywa się także obecnie. Nie sądzę, że zdradzę sekret, jeśli powiem, iż na przykład Droga Katechumenalna do niedawna sprzeciwiała się idei posiadania pewnej struktury: „Nie! My jesteśmy drogą wtajemniczenia w Kościół, my nie jesteśmy stowarzyszeniem”. Także charyzmatycy mówią: „Nie, to tylko odnowa wspólnot parafialnych”. Ale i oni zaczynają rozumieć, że pewna struktura jest konieczna; że struktura oczywiście z jednej strony ogranicza w pewien sposób początkowy dynamizm, ale z drugiej kanalizuje energię i zapewnia osiągniecie określonego skutku, przyczyniając się do zintegrowania ruchu z całokształtem życia Kościoła w parafii i diecezji. Pewne zinstytucjonalizowanie jest więc nieuniknione. Musimy tylko czuwać nad tym, by instytucja nie stała się pancerzem, który w końcu tłumi życie oraz w miarę możności tak upraszczać element instytucjonalny, by nie gasił Ducha.


Ruchy odnowy, Kościół i świat. Rozmowa z kardynałem Josephem Ratzingerem podczas seminarium studyjnego Ruchy kościelne i nowe wspólnoty w zasięgu pasterskiej troski biskupów zorganizowanego z inicjatywy Papieskiej Rady do Spraw Świeckich, we współpracy z Kongregacją do Spraw Biskupów oraz Kongregacją Nauki Wiary w dniach 16-18 czerwca 1999r.; w: Joseph Ratzinger – Benedykt XVI, Nowe porywy Ducha. Ruch odnowy w Kościele, Tł. Ks. Stanisław Czewik, Wyd. Jedność, Kielce 2006, s. 56-58.62.63-64.