SÓL ZIEMI. Z Kardynałem Josephem Ratzingerem rozmawia Peter Seewald

01/01/1997

 

 

Problemy Kościoła katolickiego

Kłopoty Rzymu

Często wydaje się, że zastęp tych, którzy jeszcze chodzą na Mszę, uczestniczą w procesjach i pozytywnie odnoszą się do Kościoła, jest przez większość traktowany jak jakaś egzotyczna gromadka. I nawet oni muszą mieć wrażenie, że oto ze swymi chrześcijańskimi wyobrażeniami żyją w świecie nie mającym już nic współnego z rzeczywistością, którą widzą dookoła. Czy regres nie jest bardziej dramatyczny, niż jesteśmy skłonni przyjmować?

Z pewnością, w dzisiejszych czasach chrześcijaństwo traci na znaczeniu, zmienia się również forma obecności Kościoła. Społeczeństwo chrześcijańskie wyraźnie się wykruszyło. Dlatego można powiedzieć, że stosunek społeczeństwa i Kościoła nadal będzie ulegał transformacji i przypuszczalnie doprowadzi do dechrystianizacji społeczeństwa. Wierze i wydarzeniom zachodzącym w jej kręgu niełatwo już będzie innowacyjnie oddziaływać na świadomość społeczną.

Główną dziedziną życia jest dzisiaj sfera innowacji gospodarczych i technicznych. To tam – a zwłaszcza w świecie rozrywki oferowanej przez środki przekazu – kształtuje się język, tam kształtują się wzorce zachowań. Jest to, by tak rzec, główna sfera ludzkiego życia, ku której zwracają się wielkie ruchy masowe. Religia wprawdzie nie zanikła, ale przeniosła się w sferę subiektywności. Wiara jest tolerowana jako jedna z subiektywnych form religii bądź, w ostateczności, zachowuje określone miejsce jako czynnik kulturowy.

Z drugiej jednak strony, chrześcijaństwo będzie w nowy sposób oferować model życia i – wobec pustki istnienia zdominowanego przez technikę – znów się prezentować jako miejsce prawdziwego człowieczeństwa. Już dzisiaj się tak dzieje. Z pewnością można podnosić takie czy inne zarzuty pod adresem poszczególnych ruchów, neokatechumenatu, fokolari itd., ale bez wątpienia daje się tu zauważyć pewna innowacyjność. Chrześcijaństwo, obecne tu jako przeżycie czegoś nowego przez ludzi, których droga doń często wiedzie z bardzo daleka, nagle zostało potraktowane jako życiowa szansa. Funkcja publiczna Kościoła zapewne będzie inna od tej, jaką pełnił on w warunkach ścisłego powiązania Kościoła i społeczeństwa, niemniej jednak wciąż jeszcze, także na forum publicznym, Kościół będzie się ukazywał jako nowa szansa dla człowieka.

(…)

U progu nowej epoki

Przyszłość Kościoła – Kościół przyszłości

Przez niemal 1500 lat przekaz wiary i wychowanie chrześcijańskie znajdowały wsparcie w chrześcijańskim środowisku. Dzisiaj w szkołach, w środkach masowego przekazu, w organizacjach społecznych środowisko chrześcijańskie jest już nieobecne. Wartości, które głosi Kościół, i wyobrażenia, którym hołduje nowoczesny świat, zdają się coraz bardziej od siebie oddalać. Czy w przyszłości Kościół będzie w ogóle zdolny przebić się ze swymi projektami?

Słusznie zwrócił pan uwagę, że niezbędne jest do tego chrześcijańskie środowisko. Ja bym to tak ujął: chrześcijanin nigdy nie może być sam – chrześcijanin jest członkiem wspólnoty, która podąża drogą. Również pustelnik należy do takiej wspólnoty i znajduje w niej oparcie. Dlatego troską Kościoła musi być tworzenie takich wspólnot. Kultura społeczna Europy i Ameryki nie oferuje już wspólnoty drogi. Problem ten znów prowadzi nas do wcześniejszego pytania, jak Kościół będzie mógł funkcjonować w społeczeństwie, które uległo dechrystianizacji. Kościół będzie musiał wyłonić właśnie nowe formy wspólnoty drogi, poszczególne ośrodki życia kościelnego będą musiały mocniej się wzajemnie kształtować, udzielając sobie wsparcia w swej wierze.

Otoczenie społeczne dzisiaj już nie wystarcza, nie ma już czegoś takiego jak powszechna atmosfera chrześcijańska. Dlatego chrześcijanie rzeczywiście muszą się wzajemnie wspierać. Pojawiają się już inne formy, różnego rodzaju «ruchy», dzięki którym rodzi się wspólnota drogi. Niezbędna jest odnowa katechumenatu, dzięki któremu wierni mogą sobie przyswajać i poznawać religię chrześcijańską. Jeszcze inną drogą będzie kontakt ze wspólnotami mniszymi. Jeśli zatem społeczeństwo jako całość nie jest już środowiskiem chrześcijańskim – jak zresztą nie było nim również w czterech czy pięciu pierwszych wiekach chrześcijaństwa – to Kościół musi sam tworzyć komórki, w których wierni wzajemnie się wspierają i podążają razem, w których zatem w pomniejszonej skali praktycznie doświadczają wielkiej przestrzeni kościelnego życia.


Sól ziemi. Z Kardynałem Josephem Ratzingerem – Benedyktem XVI – rozmawia Peter Seewald, przekład Grzegorz Sowiński, Wydawnictwo Znak, Kraków 2005, s. 109-110.227.

Statystyki

Today 24

Yesterday 17

Week 62

Month 250

All 115335

Currently are 6 guests and no members online

Kubik-Rubik Joomla! Extensions